Na dziś:
Można spokojnie objadać się w Święta - wieczorem całą ciążę spożywczą można zrzucić na ciążę rzeczywistą i kompletnie nie przejmować się wydętym bebzonem - yay!
niedziela, 31 marca 2013
czwartek, 28 marca 2013
nerwy
Po okresie błogostanu nadszedł okres burzy i naporu. W domu piekło i w moich wynikach zaczątki piekiełka. Niesubordynowane TSH jest niebezpiecznie blisko przekroczenia normy, co wywołało niezbyt radosną reakcję lekarza, który nakazał jak najszybciej udać się do endokrynologa. W międzyczasie zadzwonili z pracy, że wysłałam nie te zdjęcia. Okazało się, że wysłałam dobre zdjęcia, a chodziło jedynie o akceptację. Matko bosko fluorescencyjno dodaj mi sił.
I teraz jutro zamiast się wyspać i w spokoju upiec ciasta muszę pognać zbadać TSH i inne rzeczy. W środę z kolei czeka mnie endokrynolog, a w czwartek ginekolog i USG. Po drodze (najpewniej we wtorek) muszę znowu oddać mocz do badania.
Czy tego wszystkiego nie może zrobić ktoś inny?
Ja oddaję brzuch, jem zdrowo, nie piję (prawie) gazowanych napojów, a w zamian chciałabym trochę spokoju zamiast ciągłego poczucia wkur*ienia. Na wszystko i wszystkich warczę. W szybkim wybieraniu pod numerem 1 powinnam mieć zapisany numer ZTMu, a pod 2 Straż Miejską.
Do tego mieszkanie nie jest już idyllicznym zakątkiem - doposażyło się w grzyba i zaniemogła pralka, nie wspominając o instalacji elektrycznej, która uniemożliwia włączenie pralki i czajnika w tym samym czasie.
Mam ochotę rzucać przedmiotami i krzyczeć na ludzi, choć akurat to drugie robię w autobusach dosyć często ostatnio, bo stoją jak kupy w przeręblu na środku przejścia zamiast się ruszyć.
I teraz jutro zamiast się wyspać i w spokoju upiec ciasta muszę pognać zbadać TSH i inne rzeczy. W środę z kolei czeka mnie endokrynolog, a w czwartek ginekolog i USG. Po drodze (najpewniej we wtorek) muszę znowu oddać mocz do badania.
Czy tego wszystkiego nie może zrobić ktoś inny?
Ja oddaję brzuch, jem zdrowo, nie piję (prawie) gazowanych napojów, a w zamian chciałabym trochę spokoju zamiast ciągłego poczucia wkur*ienia. Na wszystko i wszystkich warczę. W szybkim wybieraniu pod numerem 1 powinnam mieć zapisany numer ZTMu, a pod 2 Straż Miejską.
Do tego mieszkanie nie jest już idyllicznym zakątkiem - doposażyło się w grzyba i zaniemogła pralka, nie wspominając o instalacji elektrycznej, która uniemożliwia włączenie pralki i czajnika w tym samym czasie.
Mam ochotę rzucać przedmiotami i krzyczeć na ludzi, choć akurat to drugie robię w autobusach dosyć często ostatnio, bo stoją jak kupy w przeręblu na środku przejścia zamiast się ruszyć.
poniedziałek, 11 marca 2013
mój mały manifest
Chcę być mamą, która nie zwariowała na punkcie zdrowego żywienia, ekologii i wegetarianizmu. Oczywiście, czytam etykiety produktów, które kupuję. Chcę karmić dziecko zdrowo, ale bez wielkiej ideologii przy każdym posiłku. Chcę, żeby poznawało różne smaki i wychowało się bez kulinarnych uprzedzeń. Niech otwarcie w kuchni będzie wstępem do otwarcia się na innych ludzi i inne kultury.
Dzieci nie umierają od jedzenia mięsa albo żelek. Jadłam żelki, czekoladę i inne słodycze gdy byłam dzieckiem i mam się świetnie. Sama kocham drożdżówki więc dlaczego w imię szczytnych ideałów mam ich odmawiać dziecku?
Dzieci nie umierają od jedzenia mięsa albo żelek. Jadłam żelki, czekoladę i inne słodycze gdy byłam dzieckiem i mam się świetnie. Sama kocham drożdżówki więc dlaczego w imię szczytnych ideałów mam ich odmawiać dziecku?
niedziela, 10 marca 2013
Jestem żylasta
Niestety, nie od wyćwiczenia się na siłowni. Moje żyły nabrzmiały woda przy tamie podczas ulewnych deszczy. Zgodnie z tajemną wiedzą zdobytą dzięki wujkowi Google wiem, że mam coraz więcej krwi. Więc zauważam na swoim ciele coraz więcej żyłek - yes! Nabrzmiały mi żyły na dłoniach, całe piersi mam w mniejszych i większych żyłkach i nieustannie bolą mnie sutki.
Mój brzuch nadal wygląda jakbym była w ciąży spożywczej z kapustą i dużą ilością coli. Swoją drogą tęsknię za colą. Ale tęsknię niemożebnie, tak bardzo, że mam ochotę wypić ją ukradkiem, w tajemnicy sama przed sobą, żebym potem nie czuła się winna, że piję świństwa. Mam też ochotę zapalić, ale to nie jest jeszcze jakaś skrajna potrzeba.
Poza tym nadal jestem śpiąca. Halo moja ciążo. To już prawie drugi trymestr, więc pora na energetyczny zastrzyk, hm? Gdzie te złote góry, doskonałe samopoczucie, ochy i achy? Póki co jestem złośliwa, drażliwa i płaczliwa do tego stopnia, że pewnego wieczoru W. znalazł mnie zapłakaną w wannie i prawie padł na zawał myśląc, że poroniłam, a ja tylko przeżywałam strach, że jednak nie dam rady.
Tym optymistycznym akcentem idę się kąpać. To kolejny mój ciążowy nawyk. ZAWSZE brałam prysznic traktując kąpiel jako święto. Od przynajmniej dwóch tygodni codziennie się kąpię. Oczywiście w ciepłej (bardzo) wodzie - tak, wiem, że tak nie wolno. Ale ja lubię ciepłą wodę. A dzieć jest zadowolony jak mama jest zadowolona. Nie będę więc cierpieć w zimnej wodzie i zmuszać dziecia do pływania w wodach płodowych pełnych stresu. Nawet jeśli jest ich dopiero 40 ml. Rzekłam.
Mój brzuch nadal wygląda jakbym była w ciąży spożywczej z kapustą i dużą ilością coli. Swoją drogą tęsknię za colą. Ale tęsknię niemożebnie, tak bardzo, że mam ochotę wypić ją ukradkiem, w tajemnicy sama przed sobą, żebym potem nie czuła się winna, że piję świństwa. Mam też ochotę zapalić, ale to nie jest jeszcze jakaś skrajna potrzeba.
Poza tym nadal jestem śpiąca. Halo moja ciążo. To już prawie drugi trymestr, więc pora na energetyczny zastrzyk, hm? Gdzie te złote góry, doskonałe samopoczucie, ochy i achy? Póki co jestem złośliwa, drażliwa i płaczliwa do tego stopnia, że pewnego wieczoru W. znalazł mnie zapłakaną w wannie i prawie padł na zawał myśląc, że poroniłam, a ja tylko przeżywałam strach, że jednak nie dam rady.
Tym optymistycznym akcentem idę się kąpać. To kolejny mój ciążowy nawyk. ZAWSZE brałam prysznic traktując kąpiel jako święto. Od przynajmniej dwóch tygodni codziennie się kąpię. Oczywiście w ciepłej (bardzo) wodzie - tak, wiem, że tak nie wolno. Ale ja lubię ciepłą wodę. A dzieć jest zadowolony jak mama jest zadowolona. Nie będę więc cierpieć w zimnej wodzie i zmuszać dziecia do pływania w wodach płodowych pełnych stresu. Nawet jeśli jest ich dopiero 40 ml. Rzekłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)