środa, 27 lutego 2013

dojna krówka

Moje piersi zamieniają się w osobne królestwo. Są absolutnie niepodzielnymi władcami i mało tego, ciągle dokonują ekspansji. Dysponowałam wcale nie taką małą liczbą staników, a teraz zostały mi dwa(!) zdatne do użytku.
Mam rowek, jakiego nie powstydziłaby się pani z filmu wyświetlanego po 23. Och ciążo, nikt mi nie mówił, że to aż tak!

sobota, 9 lutego 2013

Moje poświęcenia

Moje kochane dziecko. Rezygnuję dla Ciebie z mojej ulubionej, lejącej się niemal jajecznicy na rzecz jajek na twardo i jajecznicy o konsystencji kamienia. Zapominam również o jajkach w koszulkach i jajkach na półmiękko. Wszystko to, byś nie cierpiał na żadne wstrętne choróbska. W zamian oczekuję subordynacji i grzecznego zachowania tam w środku. Żadnych psikusów i wygibasów pokładających matkę do łóżka i uniemożliwiających cokolwiek. Wieczorem Mamusia spędza czas z Tatusiem, a nie masuje się po bolącym brzuchu. Jak zaczniesz kopać to pomyślimy nad spędzaniem czasu we trójkę, przynajmniej będzie bardziej świadomie.
Dla Twojego komfortu słuchamy w domu muzyki klasycznej i oczywiście Trójki. Jesteśmy też mili dla kota, choć on odwdzięcza nam się szczaniem po kątach. Pal sześć po kątach, szcza prosto na środek sofy. 10 minut przed moim wyjściem na egzamin, gdy jestem kosmicznie niewyspana. A niewyspana jestem, bo się rozpanoszyłeś i nie wystarcza mi 6 godzin snu. Więc jak już wspomniałam - bądź grzeczną krewetką wielkości winogrona z zawiązkami zębów. Ja tymczasem będę się dobrze odżywiała, dużo uśmiechała i postaram się więcej odpoczywać. Obiecuję też nie narzekać więcej na mój ciągle rosnący brzuch (naprawdę potrzebujesz aż tyle miejsca?) przypominający obecnie brzuch po kolacji wigilijnej, a nie śliczną ciążową piłeczkę.
A tak na serio to Kocham Cię najbardziej na świecie i mogę nawet leżeć nad miską 10 razy na dzień tylko bądź zdrowe i rozwijaj się dobrze. Czekamy.

czwartek, 7 lutego 2013

winogrono z zębami



Właśnie takiej wielkości jest maluch. Wyczytałam, że po pierwsze jest wielkości winogrona, po drugie waży zawrotne dwa gramy (szkoda, że moja macica waży jakieś 2000 gramów, kompletnie nie zachowując odpowiednich proporcji), a po trzecie zaczynają tworzyć mu się zęby. W. wziął więc długopis, zamachnął się i wyszło mu to co powyżej.
Ja zaś powoli wracam do świata żywych. Hell Yeah!

sobota, 2 lutego 2013

Rzygu rzygu rzyg

Jest trochę lepiej. Nie przytulam się już do miski każdego poranka i wieczora. Nawet jem - czasem więcej, czasem mniej, ale zawsze jest to coś, nad czym muszę dłużej pomyśleć aż oświeci mnie wizja. Lubię, gdy inspiracje same podsuwają mi się pod nos - poczułam zapach smażonej ryby u sąsiadów więc zapragnęłam ryby, przed oczami stanęły mi naleśniki, więc W. pognał do sklepu po jajka, dżemik i usmażył. Oprócz tego jestem w nastroju na typowe domowe obiadki: kurczaczek, ziemniaczki, mizeria albo rybka, ziemniaczki, kapusta kiszona. Najgorsze są dni, kiedy nie mam ochoty na nic. Próbuję się wtedy zmusić do zjedzenia czegokolwiek, choć wcale nie mam na to ochoty, ale na głodniaka mdli mnie jeszcze bardziej.

Po przeczytaniu wieści wujka Google dochodzę do wniosku, że mam wszystkie możliwe objawy ciąży, co do jednego. Usłyszałam, że przynajmniej wiem, że ciąża przebiega prawidłowo. Szjea.

Poza tym byliśmy na USG. Widzieliśmy go! Ma zaledwie centymetr i przypomina małą krewetkę. Bije mu serduszko i mu tam całkiem dobrze u mnie w brzuchu. Jak już wspominałam - za jego psotność teraz oczekuję anielskości po urodzeniu.

Oprócz tego dobroć, ciepło i miłe gesty, których doświadczam prawie każdego dnia sprawiają, że aż mnie szczypie w oczy. Fantastycznie jest mieć dobrych ludzi wokół :-).