Zorientowałam się dziś, ze coraz bardziej wyglądam jak ciężarna. Mój brzuch jest coraz większy. Wpadłam nawet w mini histerię pod tytułem "moje ciało nie jest takie jak chce, a moje stopy kompletnie wymknely mi się spod kontroli". Co z tego, ze przywiozlam ze sobą trzy pary butów, skoro mogę nosić tylko jedna, bo pozostałe są za małe?
Poszłam na spacer wieczorem żeby się odrobine uspokoić, bo oczywiście W. tez rozpetalam mini piekło. Chciałam coś zjeść, ale po drodze miałam tylko miejsca z jak dowodem, na który już nie mogę patrzeć. Ból żołądka po wczorajszej pizzy był kara i odstraszaczem. Więc szlam, szlam i szlam... 30 minut w jedna stronę żeby zdobyć kanapkę z indykiem w Starbuniu. Nie było to wymarzone jedzenie, ale jednak ciagle lepsze niż maksyf. Mój błąd - zamówiłam duża herbatę z lemoniada. Okazało się, ze duża lemoniada jest duża jak dla strongmena i wcale nie taka pyszna, a na dodatek z ogromna ilością lodu, co w tak chlodny wieczór zdecydowanie nie było moim marzeniem. Więc zjadłam kanapkę, upilam 1/6 herbatolemoniady po czym chciałam wyrzucić resztke kanapki i lemoniadoherbate, bo już nie mogłam jej zdzierzyc. I tak szlam, szlam, 5, 10, 15 minut. W końcu prawie pod koniec trasy trafił mi się kosz na śmieci. Oczywiście pomostowalam na czym Ameryka stoi. Mój kuzyn twierdzi, ze to po to, aby nie można było podkladac bomb. Well... Nie będę się wydawać w dyskusje jak beznadziejnie idiotyczne jest to idea. No ale Amerykanie w ogóle są niezbyt przyjaźni pieszym dla których albo brakuje sygnalizacji, albo w ogóle brakuje przejścia. Przejście na druga stronę głównej ulicy w tej mieścinie graniczy z cudem. Oczywiście wszystko jest dostosowane do samochodów i zrobione na zasadzie Drive-in, żeby nie musieli ruszać swoich tyłkiem z samochodów. Bez sensu. Tak oto ze spaceru wróciłam bardziej skupiona niż na niego poszłam. Wracajac czułam już ból pleców, stop, lydek... A potem po powrocie zorientowalam się jak wielki mam już brzuch. Więc zaczęłam płakać. Ale potem zrobiło mi się lepiej dzięki rozmowie z W., co jest teraz po drugiej stronie kałuży. Ale już za nieco ponad dwa dni się widzimy. Dokladnie za 60 godzin i 45 minut. To nie brzmi tak złe - zwłaszcza, ze udaje mi się tu przesypiac pełne 8 godzin.
Pomyłki i dziwne wyrazy wynikać mogą z powodu urządzenia którego używam podczas popełniania tekstu.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
niedziela, 21 kwietnia 2013
Spiochy!
Kupiłam kolejne dwie pary, kompletnie nie mogłam się oprzeć. Dzisiaj po raz pierwszy od dwóch dni wyszłam na spacer, zaczerpnelam trochę świeżego powietrza, ale dla równowagi zjadłam pizzę, co boleśnie odczuwam do tej pory. Dlaczego nie wybrałam po prostu smoothie, jogurtu albo czegoś w tym stylu? Muszę sprawdzić wagę mojej walizki w Charlotte i w miarę możliwości zaopatrzyć się w Nakedy, które są absolutnie najpyszniejsze na świecie i nie do dostania u nas. Jeszcze dwa dni realnej pracy, w środę będę musiała tylko sfotografować Showroom żeby moc wysłać zdjecia.
Wydalam majątek na słodycze - jak zwykle. Co poradzę, ze zwyklam uwielbiam reeses. Co prawda raz nie mam na nie ochoty, ale kto wie kiedy powróci, wole być na to przygotowana.
Tęsknię za spacerami z W., tęsknię za Warszawa, tęsknię za lodami z różnej i polami mokotowskimi. Za kanalkiem tez tęsknię, dobrze ze zaraz po przyjeździe będę musiała tylko przeżyć piątek w pracy i będzie weekend, a zaraz potem majowka. Nie mogę się doczekać. Nigdzie nie jedziemy, chcemy zostać w naszym mieście, cieszyć się nim, cieszyć się sobą, nic nie musieć i na nikogo nie zwracać uwagi. Będziemy zależnie tylko od siebie, będziemy wstawać kiedy będziemy chcieli, będziemy jedli na śniadanie co tylko będziemy chcieli i cały dzień będzie zależał tylko od nas. Bez zastanawiania się czy to jest ok dla innych.
Już niedługo!!! Widze te kilka dni jako nasze mini wakacje, jak te cudowne dni zeszłego lata, gdy miałam wrażenie, ze cały świat przestał istnieć i jesteśmy tylko my. To wspaniale uczucie cały czas jest we mnie. Gdy tanczylismy razem i W. zapytał, czy wiem ze prawdopodobnie spędzamy ze sobą resztę życia. W takich momentach czujesz w sobie pulsująca miłość. Znika wszystko wokół i można zatopic się w oczach tej drugiej osoby.
Chce się sciskac, śmiać, całowac, chce być blaskami, gladzona po brzuchu i czuc sprzyjająca nam naturę. Wiem, ze ciagle nam sprzyja, w innym przypadku nie nosilabym teraz w sobie małego Duperelka. Świecie - znikasz dla mnie na kilka dni. Istnieje nasze miasto i my.
Dobranoc.
P.s. Ewentualne literowki i dziwne wyrazy wynikają z funkcji autokorekty, która czasem wymyka mi się spod kontroli.
Wydalam majątek na słodycze - jak zwykle. Co poradzę, ze zwyklam uwielbiam reeses. Co prawda raz nie mam na nie ochoty, ale kto wie kiedy powróci, wole być na to przygotowana.
Tęsknię za spacerami z W., tęsknię za Warszawa, tęsknię za lodami z różnej i polami mokotowskimi. Za kanalkiem tez tęsknię, dobrze ze zaraz po przyjeździe będę musiała tylko przeżyć piątek w pracy i będzie weekend, a zaraz potem majowka. Nie mogę się doczekać. Nigdzie nie jedziemy, chcemy zostać w naszym mieście, cieszyć się nim, cieszyć się sobą, nic nie musieć i na nikogo nie zwracać uwagi. Będziemy zależnie tylko od siebie, będziemy wstawać kiedy będziemy chcieli, będziemy jedli na śniadanie co tylko będziemy chcieli i cały dzień będzie zależał tylko od nas. Bez zastanawiania się czy to jest ok dla innych.
Już niedługo!!! Widze te kilka dni jako nasze mini wakacje, jak te cudowne dni zeszłego lata, gdy miałam wrażenie, ze cały świat przestał istnieć i jesteśmy tylko my. To wspaniale uczucie cały czas jest we mnie. Gdy tanczylismy razem i W. zapytał, czy wiem ze prawdopodobnie spędzamy ze sobą resztę życia. W takich momentach czujesz w sobie pulsująca miłość. Znika wszystko wokół i można zatopic się w oczach tej drugiej osoby.
Chce się sciskac, śmiać, całowac, chce być blaskami, gladzona po brzuchu i czuc sprzyjająca nam naturę. Wiem, ze ciagle nam sprzyja, w innym przypadku nie nosilabym teraz w sobie małego Duperelka. Świecie - znikasz dla mnie na kilka dni. Istnieje nasze miasto i my.
Dobranoc.
P.s. Ewentualne literowki i dziwne wyrazy wynikają z funkcji autokorekty, która czasem wymyka mi się spod kontroli.
piątek, 19 kwietnia 2013
gdzie się podziała moja miłość do słodyczy?
Od kilku dni na moim mini biureczku leży ciasteczko zwane Reeses. Szaleję za nim od kiedy poznałam jego smak podczas targów meblarskich w High Point. Mogłabym zjeść każdą ilość tego czekoladowego cuda z nadzieniem z masła orzechowego. Ale nie w ciąży. Więc Reeses leży i czeka na lepsze czasy. To wyjątkowo dziwne, bo jeszcze pół roku temu już dawno pognałabym do Walgreens, aby kupić sobie zapas m&msów z masłem orzechowym. Ale teraz mam raczej ochotę na ogórki małosolne. Czyżby to potwierdzenie faktu, że mam w brzuchu małego duperelka a nie małą duperelkę?
Amerykańskie poglądy na temat ciąży: mając chłopca nie tyjesz za bardzo i masz śliczny brzuszek, będąc w ciąży z dziewczynką masz większe rozstępy, wyglądasz gorzej i więcej tyjesz.
Dzięki Ci duperelku, że jesteś chłopcem!
p.s. rusz się w końcu, bo już wychodzę z siebie i staję obok.
Amerykańskie poglądy na temat ciąży: mając chłopca nie tyjesz za bardzo i masz śliczny brzuszek, będąc w ciąży z dziewczynką masz większe rozstępy, wyglądasz gorzej i więcej tyjesz.
Dzięki Ci duperelku, że jesteś chłopcem!
p.s. rusz się w końcu, bo już wychodzę z siebie i staję obok.
czwartek, 18 kwietnia 2013
atak paniki
Nie czuję ruchów Duperelka, przez co momentami zaczynam się zastanawiać czy on w ogóle tam jest i jeszcze żyje.
Ot, moje małe paranoje.
Ot, moje małe paranoje.
środa, 17 kwietnia 2013
Podróże duperelka
Duperelek był już ze mną przez dwa dni w Luksemburgu, a dzisiaj przylecieliśmy do USA. Był jak zwykle spokojny - obraził się na mnie, że go zabrałam od głaskającej go co wieczór troskliwej dłoni Tatusia - to pewnik. Będę przez tydzień cieszyć się super-ciepłymi i słonecznymi dniami i pracować. Na szczęście pracy nie ma super dużo.
Okazuje się, że to co w Europie jest normą - przepuszczanie kobiety ciężarnej w kolejce tutaj się nie zdarza. Jesteś w ciąży? Nikogo to nie interesuje. To się nazywa demokracja posunięta do granic. O dziwo jakoś zniosłam 18godzin podróży i ciągle jeszcze jestem na nogach, a za 30 minut miną 24 godziny od kiedy jestem "na nogach". Ale po drodze zaliczałam godzinne drzemki, więc nie jestem aż takim hardkorem.
Kolejny kłopot to jedzene samolotowe, które było absolutnie nie do zniesienia - rozgotowane, bez smaku, wstrętne.
Ah - i chyba zaczynam odkrywać co to zgaga, bo czuję dziwne pieczenie w przełyku.
Siłownię raczej sobie odpuszczę, chociaż oczywiście wzięłam ze sobą buty i ciuchy. Ale może po prostu będę spacerować - we'll see.
Jakiekolwiek nieskładności gramatyczne i stylistyczne wynikają z niewyspania.
Dobranoc.
Okazuje się, że to co w Europie jest normą - przepuszczanie kobiety ciężarnej w kolejce tutaj się nie zdarza. Jesteś w ciąży? Nikogo to nie interesuje. To się nazywa demokracja posunięta do granic. O dziwo jakoś zniosłam 18godzin podróży i ciągle jeszcze jestem na nogach, a za 30 minut miną 24 godziny od kiedy jestem "na nogach". Ale po drodze zaliczałam godzinne drzemki, więc nie jestem aż takim hardkorem.
Kolejny kłopot to jedzene samolotowe, które było absolutnie nie do zniesienia - rozgotowane, bez smaku, wstrętne.
Ah - i chyba zaczynam odkrywać co to zgaga, bo czuję dziwne pieczenie w przełyku.
Siłownię raczej sobie odpuszczę, chociaż oczywiście wzięłam ze sobą buty i ciuchy. Ale może po prostu będę spacerować - we'll see.
Jakiekolwiek nieskładności gramatyczne i stylistyczne wynikają z niewyspania.
Dobranoc.
środa, 10 kwietnia 2013
chorowanie w ciąży
Dopadło mnie coś na kształt przeziębienia. Ból gardła, ból głowy, wiecie sami z resztą jak fatalnie może się czuć człowiek nie mając nawet stanu podgorączkowego. Poszłam więc do apteki, bo przecież musiałam kupić tabletki mające wspomóc moją niedomagającą tarczycę i syrop dla Wojtka i jego obolałego gardła. Sprytnie pomyślałam, że też załapię się na syrop, ale niestety...
Rozmowa z farmaceutką:
- Chciałabym jakiś syrop na suchy kaszel
- Ale wykrztuśny czy łagodzący?
- Raczej łagodzący i nadający się dla ciężarnych
- oooooj.... to raczej będzie trudno.
Więc się poddałam i odrzekłam, że w takim razie obejdę się bez syropu, więc może być nie dla ciężarnych.
Wtedy miła pani wspomniała, że jest syrop dla ciężarnych zalecany w stanach przeziębienia. Nie trzeba było mnie namawiać - kupiłam.
Przyszłam do domu, rozsiadłam się, wciągnęłam dawkę syropu, po czym przeczytałam skład: nieśmiertelny syrop glukozowo-fruktozowy i... wyciąg z malin, wyciąg z czarnych porzeczek, wyciąg z czosnku.
Kill me. Zapłaciłam za to 15 zł - uznaję to za oficjalny ciążowy epic fail. To już mogłam zostać przy naparach z imbiru.
Rozmowa z farmaceutką:
- Chciałabym jakiś syrop na suchy kaszel
- Ale wykrztuśny czy łagodzący?
- Raczej łagodzący i nadający się dla ciężarnych
- oooooj.... to raczej będzie trudno.
Więc się poddałam i odrzekłam, że w takim razie obejdę się bez syropu, więc może być nie dla ciężarnych.
Wtedy miła pani wspomniała, że jest syrop dla ciężarnych zalecany w stanach przeziębienia. Nie trzeba było mnie namawiać - kupiłam.
Przyszłam do domu, rozsiadłam się, wciągnęłam dawkę syropu, po czym przeczytałam skład: nieśmiertelny syrop glukozowo-fruktozowy i... wyciąg z malin, wyciąg z czarnych porzeczek, wyciąg z czosnku.
Kill me. Zapłaciłam za to 15 zł - uznaję to za oficjalny ciążowy epic fail. To już mogłam zostać przy naparach z imbiru.
sobota, 6 kwietnia 2013
Społeczność internetowa
Wykładowca polecił mi dziś forum edziecko. Wiedziona wrodzoną ciekawością postanowiłam zajrzeć, choć w ogóle wszelkie internetowe fora kojarzą mi się z bandą psychopatów, a jak to ma być dla ciężarnych to już w ogóle. Nie pomyliłam się. Kobiety, które planują swoje L4, bo zamiast pracować wolą poplotkować z koleżankami i wszystko wiedzące najlepiej na każdy temat. Jedna kobieta w ciąży to wystarczający ładunek hormonów. Gromadzenie ich w jednym miejscu? Borze uchowaj... Kompletnie poroniony pomysł.
Raz poszłam na takie spotkanie, zwabiona z resztą okazją do spotkania z dietetykiem i podarunkami różnymi dla dziecia i nie tylko. Na miejscu - panie z dziećmi w brzuchach, z dziećmi w wózkach, z dziećmi na kolanach. Tematy: wanienki, uśmieszki, ząbki, hahahaha jak uroczo gryzie wózek, hihihi jak rozrabia i psoci. Uciekłam po 40 minutach. Dostałam 3 numery miesięcznika "Rodzice". Jeden mnie powalił na tyle, że reszta trafiła do kosza bez zaglądania do kolejnych.
Oczywiście, że gładzę się po brzuchu bezwiednie, oczywiście, że wyczekuję ruchów małego, oczywiście, że jestem przewrażliwiona. Ale też czytam książki, prasę społeczno-polityczną i chodzę do kina. Dziękuję niebiosom, że nie odebrało mi mózgu i ciągle robię rzeczy, które robiłam przed ciążą, nawet jeśli robię je nieco wolniej, bo muszę. I nie czyham na L4. Może dlatego, że mam własną firmę i muszę pracować jeśli mam ochotę mieć co zjeść na obiad.
Daję sobie więcej luzu. Bo to dobra okazja, żeby zacząć się nieco lepiej traktować, a nie ciągle wtykać sobie motorek w tyłek "nie wstawaj od komputera, bo masz jeszcze zrobić to, to i to". Pachnie hipokryzją, bo jest 22:10, a ja siedzę przed laptopem i piszę notkę zamiast leżeć, no ale przynajmniej pozwalam wyżyć się mojemu mózgowi.
Raz poszłam na takie spotkanie, zwabiona z resztą okazją do spotkania z dietetykiem i podarunkami różnymi dla dziecia i nie tylko. Na miejscu - panie z dziećmi w brzuchach, z dziećmi w wózkach, z dziećmi na kolanach. Tematy: wanienki, uśmieszki, ząbki, hahahaha jak uroczo gryzie wózek, hihihi jak rozrabia i psoci. Uciekłam po 40 minutach. Dostałam 3 numery miesięcznika "Rodzice". Jeden mnie powalił na tyle, że reszta trafiła do kosza bez zaglądania do kolejnych.
Oczywiście, że gładzę się po brzuchu bezwiednie, oczywiście, że wyczekuję ruchów małego, oczywiście, że jestem przewrażliwiona. Ale też czytam książki, prasę społeczno-polityczną i chodzę do kina. Dziękuję niebiosom, że nie odebrało mi mózgu i ciągle robię rzeczy, które robiłam przed ciążą, nawet jeśli robię je nieco wolniej, bo muszę. I nie czyham na L4. Może dlatego, że mam własną firmę i muszę pracować jeśli mam ochotę mieć co zjeść na obiad.
Daję sobie więcej luzu. Bo to dobra okazja, żeby zacząć się nieco lepiej traktować, a nie ciągle wtykać sobie motorek w tyłek "nie wstawaj od komputera, bo masz jeszcze zrobić to, to i to". Pachnie hipokryzją, bo jest 22:10, a ja siedzę przed laptopem i piszę notkę zamiast leżeć, no ale przynajmniej pozwalam wyżyć się mojemu mózgowi.
piątek, 5 kwietnia 2013
wszystko na raz
Panuje u nas psychoza, że kobieta w ciaży nie tyje, pracuje na cały etat i nie rezygnuje z żadnych dotychczasowych zajęć. Nadal musi być doskonałą panią domu, doskonalszą może nawet, bo w domu musi być czyściej niż zwykle, doskonałą kochaną, doskonałą pracownicą i jeszcze doskonale dbać o nienarodzone dziecko.
Gdzie umiar?
Nie mam na to siły. Niewiele gotuję, nie mam siły być kochanką, czuję się kiepsko w mojej skórze z coraz bardziej rosnącym brzuchem i jeszcze bardziej kiepsko z myślą, że nie można mi biegać, choć jestem najbezpieczniejszym momencie ciąży. I tak, przeżywam swoją ciążę. Przeżywam to, że moje ciało się zmienia, że wyczuwam bukszpan z odległości kilku metrów, nawet jeśli to kilkucentymetrowa gałązka i przeżywam to, co dzieje się z dzieckiem w środku mnie.
Mam też przodujące łożysko. Brzmi strasznie, podobno nie jest aż tak groźne, ale wolno mi obecnie jeszcze mniej niż wcześniej. Do tego dochodzą hormony na tarczycę, która przestała się wyrabiać jak należy.
Jestem zmęczona. Nic mi się nie chce. Mam ochotę zanurzyć się pod kołdrę i wypiąć się na cały świat.
A już na pewno nie chce mi się chodzić do pracy i na uczelnię.
Gdzie umiar?
Nie mam na to siły. Niewiele gotuję, nie mam siły być kochanką, czuję się kiepsko w mojej skórze z coraz bardziej rosnącym brzuchem i jeszcze bardziej kiepsko z myślą, że nie można mi biegać, choć jestem najbezpieczniejszym momencie ciąży. I tak, przeżywam swoją ciążę. Przeżywam to, że moje ciało się zmienia, że wyczuwam bukszpan z odległości kilku metrów, nawet jeśli to kilkucentymetrowa gałązka i przeżywam to, co dzieje się z dzieckiem w środku mnie.
Mam też przodujące łożysko. Brzmi strasznie, podobno nie jest aż tak groźne, ale wolno mi obecnie jeszcze mniej niż wcześniej. Do tego dochodzą hormony na tarczycę, która przestała się wyrabiać jak należy.
Jestem zmęczona. Nic mi się nie chce. Mam ochotę zanurzyć się pod kołdrę i wypiąć się na cały świat.
A już na pewno nie chce mi się chodzić do pracy i na uczelnię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)