Po okresie błogostanu nadszedł okres burzy i naporu. W domu piekło i w moich wynikach zaczątki piekiełka. Niesubordynowane TSH jest niebezpiecznie blisko przekroczenia normy, co wywołało niezbyt radosną reakcję lekarza, który nakazał jak najszybciej udać się do endokrynologa. W międzyczasie zadzwonili z pracy, że wysłałam nie te zdjęcia. Okazało się, że wysłałam dobre zdjęcia, a chodziło jedynie o akceptację. Matko bosko fluorescencyjno dodaj mi sił.
I teraz jutro zamiast się wyspać i w spokoju upiec ciasta muszę pognać zbadać TSH i inne rzeczy. W środę z kolei czeka mnie endokrynolog, a w czwartek ginekolog i USG. Po drodze (najpewniej we wtorek) muszę znowu oddać mocz do badania.
Czy tego wszystkiego nie może zrobić ktoś inny?
Ja oddaję brzuch, jem zdrowo, nie piję (prawie) gazowanych napojów, a w zamian chciałabym trochę spokoju zamiast ciągłego poczucia wkur*ienia. Na wszystko i wszystkich warczę. W szybkim wybieraniu pod numerem 1 powinnam mieć zapisany numer ZTMu, a pod 2 Straż Miejską.
Do tego mieszkanie nie jest już idyllicznym zakątkiem - doposażyło się w grzyba i zaniemogła pralka, nie wspominając o instalacji elektrycznej, która uniemożliwia włączenie pralki i czajnika w tym samym czasie.
Mam ochotę rzucać przedmiotami i krzyczeć na ludzi, choć akurat to drugie robię w autobusach dosyć często ostatnio, bo stoją jak kupy w przeręblu na środku przejścia zamiast się ruszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz