Niestety, nie od wyćwiczenia się na siłowni. Moje żyły nabrzmiały woda przy tamie podczas ulewnych deszczy. Zgodnie z tajemną wiedzą zdobytą dzięki wujkowi Google wiem, że mam coraz więcej krwi. Więc zauważam na swoim ciele coraz więcej żyłek - yes! Nabrzmiały mi żyły na dłoniach, całe piersi mam w mniejszych i większych żyłkach i nieustannie bolą mnie sutki.
Mój brzuch nadal wygląda jakbym była w ciąży spożywczej z kapustą i dużą ilością coli. Swoją drogą tęsknię za colą. Ale tęsknię niemożebnie, tak bardzo, że mam ochotę wypić ją ukradkiem, w tajemnicy sama przed sobą, żebym potem nie czuła się winna, że piję świństwa. Mam też ochotę zapalić, ale to nie jest jeszcze jakaś skrajna potrzeba.
Poza tym nadal jestem śpiąca. Halo moja ciążo. To już prawie drugi trymestr, więc pora na energetyczny zastrzyk, hm? Gdzie te złote góry, doskonałe samopoczucie, ochy i achy? Póki co jestem złośliwa, drażliwa i płaczliwa do tego stopnia, że pewnego wieczoru W. znalazł mnie zapłakaną w wannie i prawie padł na zawał myśląc, że poroniłam, a ja tylko przeżywałam strach, że jednak nie dam rady.
Tym optymistycznym akcentem idę się kąpać. To kolejny mój ciążowy nawyk. ZAWSZE brałam prysznic traktując kąpiel jako święto. Od przynajmniej dwóch tygodni codziennie się kąpię. Oczywiście w ciepłej (bardzo) wodzie - tak, wiem, że tak nie wolno. Ale ja lubię ciepłą wodę. A dzieć jest zadowolony jak mama jest zadowolona. Nie będę więc cierpieć w zimnej wodzie i zmuszać dziecia do pływania w wodach płodowych pełnych stresu. Nawet jeśli jest ich dopiero 40 ml. Rzekłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz