wtorek, 20 sierpnia 2013

Potrzebuję.

Potrzebuję czasu dla siebie. Z dala od pracy i wszystkiego tego, co goni i ściga. Dać się sobą zaopiekować, nie myśleć o obiadach, praniach i sprzątaniach. Żeby nikt nie dzwonił i nic nie chciał. Choć boję się, że wtedy bym oszlała, że nikt już o mnie nie pamięta. Chcę mówić o Tobie Synku, choć trochę się boję, że może nie wypada. Wpadam sama w to koło, na które tak pomstuję, że się nie mówi o Dzieciach, które zostawiły swoich rodziców za wcześnie. Bo przecież mam nową pracę w której nikt nie wie, że byłeś. I czy powinnam na dzień dobry powiedzieć "- Jestem Joanna i trzy miesiące temu urodziłam martwego Kostka". Przecież byłeś nasz, choć jednocześnie całego świata. Miałeś w sobie całą energię Natury, która jednak postanowiła ulokować Cię gdzieś indziej nie pytając nas co my na to. Gdybym wiedziała, że coś jest nie tak z Twoim serduszkiem, to przecież oddałabym Ci swoje. Wolałabym je sobie wyrwać niż dać mu tak pęknąć na milion kawałków, które teraz razem z Twoim Tatą sklejamy, choć czasem ciągle coś się ukruszy.

To zmienia. Jestem już inna niż byłam. Są dni, gdy nie mam ochoty się uśmiechać. Nie mam ochoty nawet wstać z łóżka, choć muszę, bo życie czeka. A wolałabym zanurzyć się pod kołdrę i przez cały dzień wstawać tylko po herbatę albo po nową książkę. Chciałabym zanurzyć się w świat pieczenia i robienia przetworów, bo to kojarzy mi się z chwilami, gdy jeszcze byłeś u mnie w brzuchu, a ja piekłam jak szalona i nagrzewałam Cię piekarnikiem i upajałam Twoje malutkie nozdrza esencją waniliową. Myślałam, że jak już będziesz z nami, to będziesz się naturalnie uspokajał w kuchni, bo będziesz czuł, że to dobre miejsce. Ale nie będziesz tuptał po kuchni, podkradał mi łyżki ani nawet wylizywał miski po kremie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz