piątek, 25 stycznia 2013

Drobne uśmiechy

Nie trąbię wszem i wobec, że jestem w ciąży. Staram się. Chcę być normalną osobą. Mną. Jestem przyzwyczajona do tego jak pracuję, jak reaguję, jak działam. Nagle wszystko wywraca mi się do góry nogami. Nagle mały korsarz tak psoci (choć jest wielkości guzika), że podniesienie się z kanapy jest dla mnie nieosiągalne.

W tym wszytkim obok mnie są ludzie. Cudownie reagująca rodzina - W. zarażający entuzjazmem, ściskający Tata, szczęśliwa Mama, babcie, dziadkowie, przyjaciele.
Ale są też obcy. Jest instruktor jogi, który prosi o ostrożność, bo na macie leżą dwie osoby choć widać tylko jedną. I redaktor piszący, że nie ma sprawy jak przepraszam za opóźnienie w przesyłaniu tekstu. Oprócz tego jest lekarz, który przyjmie mnie poza godzinami przyjęć, żebym nie musiała czekać dwa miesiące na wizytę, panie w sklepie i w ogóle jakaś aura dobroci i większej życzliwości.

Nie chcę żeby ciąża na mnie wpływała i mnie zmieniała. Ale wiem, że tak będzie. Denerwuję się, że nie wystarcza mi już 5h snu, a skupienie się nie przychodzi mi z taką łatwością. Irytuje mnie, że dostaję zadyszki przy wchodzeniu po schodach i że z trudem zwlekam się z łóżka rano i na dodatek mam poranne mdłości trwające cały dzień. Obsesyjnie spoglądam w lustro, bo nie chcę zamienić się w wielką hipopotamicę. Chcę czytać książki, oglądać filmy, chodzić do kina, teatru, opery i nie zatracić siebie. A jednocześnie chcę zadbać o małego Korsarza. Mam tylko nadzieję, że w ramach zadośćuczynienia za rozrabianie w ciąży po porodzie okaże się miłym grzecznym chłopcem albo takąż dziewczynką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz