Właśnie takiej wielkości jest maluch. Wyczytałam, że po pierwsze jest wielkości winogrona, po drugie waży zawrotne dwa gramy (szkoda, że moja macica waży jakieś 2000 gramów, kompletnie nie zachowując odpowiednich proporcji), a po trzecie zaczynają tworzyć mu się zęby. W. wziął więc długopis, zamachnął się i wyszło mu to co powyżej.
Ja zaś powoli wracam do świata żywych. Hell Yeah!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz