Jestem zła, zdenerwowna, nadwrażliwa. Nie wiem co się ze mną dzieje. W środę urządziłam awanturę o źle przygotowane spaghetti, które z resztą sama ugotowałam. Zaraz po tym prawie się rozpłakałam, położyłam o 19:00 i wstałam o 12:00 następnego dnia.
Boli gdy myślę, że teraz miałabym już wyraźnie okrągły brzuch. Boli z każdym wypalonym papierosem coraz bardziej. Nie smakują mi papierosy, ale palę je, bo to wyraźna oznaka, że NIE jestem w ciąży. Już nie.
Bywam tu i teraz, ale bywam też w innym świecie gdzieś daleko. Nie do końca wiem gdzie. To jakieś królestwo marazmu, niechcenia, nadwrażliwości i tępego bólu gdzieś w sercu.
Pomaga mi W.
Pomaga mi joga.
Choć są chwile, gdy nic nie pomaga. Gdy po prostu poziom stresu sięga zenitu, przelewa się przez usta i wypowiadam coś, co niekoniecznie chciałabym wypowiedzieć. Przelewa się przez serce i zachowuję się nie tak, jakbym chciała.
Dni wolne są jak kara. Po co mi te puste godziny kiedy mogę myśleć o tym wszystkim co się stało już 3 tygodnie temu? Czy trzy tygodnie to okres, gdy powinnam już to wszystko wypuścić? Czy powinnam to puścić? A może zapomnieć, udawać że się nie zdarzyło?
Jak zapomnieć o dziecku, które było, ale którego nie poznałam? Jak przestawić się z trybu "ciąża" na tryb "przed ciążą".
Kim jestem? Kobietą po ciąży? Przecież nie doszłam nawet za połowę. Kobietą przed ciążą? Nie, to nieprawda. Przecież widziałam jak zmienia się moje ciało.
Czy jestem pośrodku? I w którą stronę mam ciążyć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz