piątek, 5 kwietnia 2013

wszystko na raz

Panuje u nas psychoza, że kobieta w ciaży nie tyje, pracuje na cały etat i nie rezygnuje z żadnych dotychczasowych zajęć. Nadal musi być doskonałą panią domu, doskonalszą może nawet, bo w domu musi być czyściej niż zwykle, doskonałą kochaną, doskonałą pracownicą i jeszcze doskonale dbać o nienarodzone dziecko.
Gdzie umiar?
Nie mam na to siły. Niewiele gotuję, nie mam siły być kochanką, czuję się kiepsko w mojej skórze z coraz bardziej rosnącym brzuchem i jeszcze bardziej kiepsko z myślą, że nie można mi biegać, choć jestem najbezpieczniejszym momencie ciąży. I tak, przeżywam swoją ciążę. Przeżywam to, że moje ciało się zmienia, że wyczuwam bukszpan z odległości kilku metrów, nawet jeśli to kilkucentymetrowa gałązka i przeżywam to, co dzieje się z dzieckiem w środku mnie.

Mam też przodujące łożysko. Brzmi strasznie, podobno nie jest aż tak groźne, ale wolno mi obecnie jeszcze mniej niż wcześniej. Do tego dochodzą hormony na tarczycę, która przestała się wyrabiać jak należy.

Jestem zmęczona. Nic mi się nie chce. Mam ochotę zanurzyć się pod kołdrę i wypiąć się na cały świat.

A już na pewno nie chce mi się chodzić do pracy i na uczelnię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz