środa, 10 kwietnia 2013

chorowanie w ciąży

Dopadło mnie coś na kształt przeziębienia. Ból gardła, ból głowy, wiecie sami z resztą jak fatalnie może się czuć człowiek nie mając nawet stanu podgorączkowego. Poszłam więc do apteki, bo przecież musiałam kupić tabletki mające wspomóc moją niedomagającą tarczycę i syrop dla Wojtka i jego obolałego gardła. Sprytnie pomyślałam, że też załapię się na syrop, ale niestety...
Rozmowa z farmaceutką:
- Chciałabym jakiś syrop na suchy kaszel
- Ale wykrztuśny czy łagodzący?
- Raczej łagodzący i nadający się dla ciężarnych
- oooooj.... to raczej będzie trudno.
Więc się poddałam i odrzekłam, że w takim razie obejdę się bez syropu, więc może być nie dla ciężarnych.
Wtedy miła pani wspomniała, że jest syrop dla ciężarnych zalecany w stanach przeziębienia. Nie trzeba było mnie namawiać - kupiłam.
Przyszłam do domu, rozsiadłam się, wciągnęłam dawkę syropu, po czym przeczytałam skład: nieśmiertelny syrop glukozowo-fruktozowy i... wyciąg z malin, wyciąg z czarnych porzeczek, wyciąg z czosnku.
Kill me. Zapłaciłam za to 15 zł - uznaję to za oficjalny ciążowy epic fail. To już mogłam zostać przy naparach z imbiru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz