poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Ciezarna

Zorientowałam się dziś, ze coraz bardziej wyglądam jak ciężarna. Mój brzuch jest coraz większy. Wpadłam nawet w mini histerię pod tytułem "moje ciało nie jest takie jak chce, a moje stopy kompletnie wymknely mi się spod kontroli". Co z tego, ze przywiozlam ze sobą trzy pary butów, skoro mogę nosić tylko jedna, bo pozostałe są za małe?
Poszłam na spacer wieczorem żeby się odrobine uspokoić, bo oczywiście W. tez rozpetalam mini piekło. Chciałam coś zjeść, ale po drodze miałam tylko miejsca z jak dowodem, na który już nie mogę patrzeć. Ból żołądka po wczorajszej pizzy był kara i odstraszaczem. Więc szlam, szlam i szlam... 30 minut w jedna stronę żeby zdobyć kanapkę z indykiem w Starbuniu. Nie było to wymarzone jedzenie, ale jednak ciagle lepsze niż maksyf. Mój błąd - zamówiłam duża herbatę z lemoniada. Okazało się, ze duża lemoniada jest duża jak dla strongmena i wcale nie taka pyszna, a na dodatek z ogromna ilością lodu, co w tak chlodny wieczór zdecydowanie nie było moim marzeniem. Więc zjadłam kanapkę, upilam 1/6 herbatolemoniady po czym chciałam wyrzucić resztke kanapki i lemoniadoherbate, bo już nie mogłam jej zdzierzyc. I tak szlam, szlam, 5, 10, 15 minut. W końcu prawie pod koniec trasy trafił mi się kosz na śmieci. Oczywiście pomostowalam na czym Ameryka stoi. Mój kuzyn twierdzi, ze to po to, aby nie można było podkladac bomb. Well... Nie będę się wydawać w dyskusje jak beznadziejnie idiotyczne jest to idea. No ale Amerykanie w ogóle są niezbyt przyjaźni pieszym dla których albo brakuje sygnalizacji, albo w ogóle brakuje przejścia. Przejście na druga stronę głównej ulicy w tej mieścinie graniczy z cudem. Oczywiście wszystko jest dostosowane do samochodów i zrobione na zasadzie Drive-in, żeby nie musieli ruszać swoich tyłkiem z samochodów. Bez sensu. Tak oto ze spaceru wróciłam bardziej skupiona niż na niego poszłam. Wracajac czułam już ból pleców, stop, lydek... A potem po powrocie zorientowalam się jak wielki mam już brzuch. Więc zaczęłam płakać. Ale potem zrobiło mi się lepiej dzięki rozmowie z W., co jest teraz po drugiej stronie kałuży. Ale już za nieco ponad dwa dni się widzimy. Dokladnie za 60 godzin i 45 minut. To nie brzmi tak złe - zwłaszcza, ze udaje mi się tu przesypiac pełne 8 godzin.


Pomyłki i dziwne wyrazy wynikać mogą z powodu urządzenia którego używam podczas popełniania tekstu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz